piątek, 15 kwietnia 2016

Ostatnia szansa - prolog.

 Prolog do opowiadania, które niedługo się pojawi. 
Tfu, prolog, urywek początku.

Kwietniowy, pochmurny poranek. W ostatnim czasie, a upłynęło go dość dużo, Sugar przekazał kilka informacji o knowaniu kotów. Mieszko i reszta sfory pracowali nad planem. Dość istotna, a właściwie najistotniejsza była strategia. Ze sforą coś się działo, ale nikt nie chciał przyznać, że się rozpadała. Wszyscy oddalili się od wspólnego celu, rozeszli się, przestało im zależeć. Mieszko czuł się bezradny w tej sprawie, nie miał pojęcia, co zrobić, a chciał. W jego roli było ratować sforę i przywrócić jej dawny blask, ale... jak?
Venek i Dimitrov zostali wysłani na raport Sugara. Już kilka dni pozostawał bez kontaktu ze sforą. Rosyjski przyjaciel wykonał kilka umownych gestów. Chwilę po tym kot był już po drugiej stronie drogi. Venewon obserwował pozostałe koty, a Dimitrov rozmawiał z Sugarem.
- I jak się sprawy mają? - zapytał.
Zaznaczę, że bez względu na najlepszego przyjaciela, Dimitrov stał murem po stronie psów i nie byłby w stanie zdradzić sfory dla Sugara i Kitlerowców.
 - Em, dobrze - mruknął.
- Wiesz już coś na temat ich planów?
- Jeny, Arnif, myślisz, że wyśpiewają mi wszystko? Przecież nie będę pytał o każdą sprawę.
Arnif oraz Glen to "inne imiona" Dimitrova. 
Pies poczuł się urażony i wcale tego nie ukrywał. Zapytał tylko, czy ma zamiar zostawić go dla tych kotów.
- Jeżeli będziesz się tak zachowywał to możliwe.
- Wracasz z nami do Mieszka.
- Po co? Nie!
- Tak, a po co to się dowiesz.
Kot już chciał czmychnąć, ale Dimitrov w ostatniej chwili złapał go za kark. Rudzielec zaczął piszczeć, więc Venek go uciszył, aby nie przykuł uwagi swoich pobratymców.
Mieszko był zajęty Pestką. Terier docenił wreszcie swoje możliwości odnośnie suczki. Nie był zadowolony, że znów psy przerywają jego spotkanie, ale gdy dowiedział się, że chodzi o Sugara poszedł do nich. Patrzył tępym wzrokiem na stworzenia, jakie raczyły zakłócić romanse z Pestką.
- W jakiej sprawie przyprowadzacie tu kota? - mruknął do Dimitrova, gdy Venek pilnował Sugara.
- Wydaje mi się, że chce nas zdradzić.
Sprawa od razu poruszyła Mieszka i zapomniał o swoim gniewie, bo właściwie dobrze zrobili udając się do niego. Poszedł do rudego kota.
- Masz coś do powiedzenia? - pochylił się nad nim pies.
- Nic - odpowiedział z typowym brakiem szacunku. Mało kto odważył by się na takie zachowanie wobec przywódcy. Kotek nie był w najlepszej sytuacji.
- Doprawdy?  Doniesiono mi, że nas zdradziłeś.
- Nie zdradziłem... ja.... po prostu ich polubiłem.
- A więc skoro do niczego jeszcze nie doszło, racz się zaprzyjaźniać z kotami.
Sugar nie odpowiedział. Dostał pozwolenie na powrót do bazy kitlerowców, ale nikt już nie miał do niego zaufania, mimo, że Mieszko stracił wszelkie zasady postępowania w takiej sytuacji - chciał mieć spokój i to najlepiej święty.
W najbardziej krytycznej sytuacji był tu Dimirov i nie dało się temu zaprzeczyć. Mógł on, a właściwie już stracił przyjaciela, i to nie byle jakiego, bo jak wspominał był to jego jedyny i najwierniejszy kumpel, którego sam uratował.
 Nikt nie spodziewał się, że prawda policzy dni istnienia sfory. Nikt nie przeliczał, że śmierć nadejdzie dla wielu tak szybko. Nikt też nie myślał nad tym, co mogło i miało się wydarzyć.

W kolejnym akcie (będzie to już liczące ponad tysiąc słów opowiadanko) akcja nabierze tempa i właściwie to nie mogę więcej zdradzić, ale w końcu zaczyna się coś dziać.
Wiem, że wszyscy lubią się bać o ulubionego bohatera, a więc niezależnie od upodobania będzie można nieco przeżywać. Nad każdą postacią zawisną czarne chmury. Pytanie tylko, czy zdąży uciec przed deszczem?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz