Eh, wiem, że Doris była ruda czy jakaś tam inna, nie miałam dostępu do opowiadań.
Dziki skrzek obudził Doris. Był środek nocy, rogalik księżyca spoglądał złowrogo z zachmurzonego, ciemnego nieba. Silny wiatr buszował wśród krzewów jałowców, jarzębiny pochylały się w rytm podmuchów, czerwone kulki sypały się z drzew. W oddali słychać było przyprawiające o dreszcze dudnienie. Suczka patrzyła, jak między dalekim lasem raz po raz rozbłyskują strugi światła i rozchodzi się dźwięk siejący grozę. Doris jednak uwielbiała taką pogodę. Zimny wiatr, księżyc w osłonie chmur, nadchodząca burza i cisza przerywana grzmotem bądź głosem spłoszonego ptaka. Niekiedy w drewnianym, białym domku zapalało się delikatne światło, a cień człowieka pochylał się nad oknem. Rozległ się kolejny głuchy grzmot, tym razem był zbyt ogłuszający, aby go zignorować. Kolejny łomot zaskoczył bardzo szybko, a czarne niebo przecięła błyskawica. Psy starały się zachować spokój, chociaż niekiedy któryś z nich popiskiwał lub podnosił głowę czy zmieniał pozycję. Wiatr coraz bardziej napierał na drzewa, wysoką trawę. Rozdmuchiwał sierść psów, nie pozwalał nawet zmrużyć oka. Grzmot, błyskawica, grzmot, błyskawica, grzmot - takowy rytm był wszechobecny. Zaledwie kilkusekundowe odstępy między hukiem i rozbłyskiem nieba przyprawiały o dreszcze już każdego. Mieszko wtulił się w miękką sierść Pestki, inni zebrali się wokół nich i zwarli w grupę stawiając opór dla zimnego wiatru i nieprzyjemnego dźwięku. Leżeli tak dłuższą chwilę. Kiedy któryś z psów zatopił się w własnych myślach lub usiłował coś przekazać następowało dudnienie. I kolejne, kolejne, tak bez końca. Burza wyraźnie się zbliżała, a w końcu wydawało się, że jest tuż nad nimi. Przerw między błyskami i grzmotami niemalże nie było. Rozniósł się potężny, straszny ryk, bo zwykłym uderzeniem pioruna nazwać tego nie można. Niebo ciskało piorunami zapewniając im oprawę instrumentalną w postaci głuchego huku. Już nie mieli wrażenia zbliżającej się wichury i dalekim od sadu dziękom oraz błyskom. Teraz czuli, że żywioł jest centralnie nad nimi! Morus, Maks i Venek chcieli wyć z przerażenia, jednak zdali sobie sprawę z tego, że na nic im się to nie zna, więc wcisnęli się jeszcze bliżej siebie. Po kilku bardzo głośnych grzmotach nastąpił dziki błysk. Nie zniknął jednak za widnokręgiem, uderzył wręcz obok nich! Stara, spróchniała jabłoń płonęła. Najpierw zaczęły palić się gałęzie i pożółkłe liście w koronie drzewa. Ogień rozprzestrzeniał się bardzo szybko, drzewo było od środka suche, prędko zajęło się całe. Wiatr nabrał ogromnej prędkości, co stworzyło kompletne niebezpieczeństwo dla drzew rosnących obok. Grupa psów rozproszyła się, wszyscy wyli i szczekali rozbiegając się wśród drzew. Jednak Doris nie zdążyła podnieść się w porę. Na jej tylne łapy spadła sucha, płonąca gałąź. Suczka wyła z bólu, nie mogła wydostać kończyn spod konaru. Na nic szmerania, na nic pomoc przyjaciół. Poczuła nagle gorączkowe uczucie; jej biała sierść dotykała ognia. Wysoka temperatura objęła ciało suczki. Mieszko spojrzał na budynek - w pomieszczeniu paliło się światło, tym razem ostre, obejmowało ono cały pokój, jednak nic nie było w nim widać poza rysującymi się konturami mebli. Pan Mircovic był ich ostatnim ratunkiem, o ile nie jedynym. Po kilku minutach w ciemności zauważyli duży samochód, a czerwono-żółtawe światełka migały pośpiesznie na jego dachu. Z domu wybiegł człowiek roztwierając metalową bramę w siatce. Dźwięk opadł, teraz widać już było tylko światło. Psy uciekły w zamieszaniu, większość schowała się za stajnie kucyków bądź pod taras domku.
Woda lała się strumieniami do czasu aż ogień nie ustąpił. Dookoła widać było białą maź, która rzekomo zatrzymała pożar. Drzewo jednak iskrzyło się nadal. Udzielono pomocy Doris. Była przerażona i bezsilna by protestować ludziom, którzy odsunęli gałąź i ją podnieśli. Tkwiła na rękach jednego z mężczyzn w specjalnym stroju i kasku. W końcu drzewo zostało całkowicie ugaszone. Burza jednak sprawiła więcej problemów i, jak się okazało, strażacy pośpiesznie odjechali. Zabrali ze sobą psa.
- "Gdzie ja jestem? Gdzie Hagen i reszta sfory?" - Doris topiła się w myślach.
Leżała na czymś twardym i niewygodnym. Kiedy spróbowała się ruszyć poczuła ogromny ból, pisnęła i położyła ponownie łeb. Nad nią zabłysnęło ostre światło, przypominało jej to błyskawicę, ale nie gasło. Pochylała się nad nią kobieta w jasnozielonym fartuchu i gumowych rękawiczkach. Delikatnie dotknęła psa, wzięła do ręki strzykawkę, na której końcu pyszniła się długa igła. Wbiła ją w skórę zwierzęcia. Suczka zawyła, ale po chwili leżała w odrętwieniu. Nie czuła zupełnie nic, ból minął, ale nadal leżała bez możliwości podniesienia się. Kobieta mówiła do niej uspokajająco, pogładziła ją po grzbiecie. Ale Doris nie chciała tam leżeć, chciała wrócić do sfory. Myśli kłębiły się jak chmury dymu. Czy jeszcze kiedyś zobaczy swoich przyjaciół? A może to już koniec? Co się z nią stanie? Co zrobi jej ta kobieta? - pytań było wiele, odpowiedzi mało. Kobieta dotknęła ostrożnie tylnych łap suczki. Sierść wokół nich była wręcz wypalona, na skórze miała drobne poparzenia, jednak kobieta; weterynarz niczego innego nie stwierdziła. Podcięła spaloną sierść i posmarowała oparzenia maścią. Doris nie protestowała, wiedziała, że pragnie jej pomóc. Inny temat, czy ona tej pomocy chce.
Następnego dnia suczka leżała na wygodnym i miękkim legowisku. Ból co prawda powrócił, jednak widziała przed sobą miskę z wodą oraz suchą karmą. Była wycieńczona nocnymi zdarzeniami, które ledwo co zapamiętała. Wyciągnęła szyję, aby napić się wody, miała zupełnie wysuszone gardło. Głód również się w niej odzywał, ale nie miała ochoty ani siły wstać, aby zjeść nasypanych do metalowej miski chrupek. Po chwili zorientowała się, że jest w domu na działce pana Mircrovic. Z niskiego okna tarasu spoglądała na nią Hagen i inne psy. Wyglądali na zatroskanych, jednak drzwi były zamknięte i nijak nie mogli wejść, a ona wyjść. Jej ciało nadal było lekko sztywne. Opadła na posłanie i leżała z przymkniętymi oczyma.
Na zewnątrz toczyła się długa dyskusja.
- Ona może tam leżeć masę czasu, albo lepiej - przez cały czas - wtrącił wreszcie Venek.
- Przecież i tak tu zostaniemy, nie zostawimy jej! - Hagen uparcie trzymała się swojej wersji.
- Owszem, zostaniemy, ale nie wiemy na jak długo - Mieszko zakończył spór. - Nie pozostaje nam nic innego jak czekać i się o tym przekonać.
- Przekonać się o czym? - Łajka podeszła do zgromadzenia.
Wszyscy milczeli, nikt nie wiedział jak ułożyć w całość ich bezsensowną rozmowę. Wreszcie odważny Inferno bąknął coś o zażartej dyskusji. Łajka obeszła się bez szczegółów, bo spór był faktycznie bezcelowy.
- Czas pokaże - zakończył oficjalnie Mieszko - a teraz proszę o chwilę ciszy i zajęcie się sprawami naprawdę ważnymi.
Powietrze wciąż było ciężkie po wczorajszej burzy. Pan Mircovic wrócił zza domu z naręczem świeżej trawy dla koni oraz przyrządami do cięcia drzew. Wszyscy spojrzeli na poszkodowaną jabłoń. Pod jej korzeniami leżały spieczone, a właściwie spalone jabłka. Drzewo, a raczej jego konar i pozostałości po gałęziach, które były rozrzucone pod drzewem wyglądało przerażająco. Zapadła cisza. Każdy przypomniał sobie wydarzenia poprzedniej nocy. Mimo, że były one banalne i często spotykane, wśród psów wzbudziły wielką grozę. W końcu każdy rozszedł się w swoją stronę, wracając do swoich zajęć. Ich kolejna przykra przygoda w Rosji dobiegła końca. Ile jeszcze miało ich być?
Woda lała się strumieniami do czasu aż ogień nie ustąpił. Dookoła widać było białą maź, która rzekomo zatrzymała pożar. Drzewo jednak iskrzyło się nadal. Udzielono pomocy Doris. Była przerażona i bezsilna by protestować ludziom, którzy odsunęli gałąź i ją podnieśli. Tkwiła na rękach jednego z mężczyzn w specjalnym stroju i kasku. W końcu drzewo zostało całkowicie ugaszone. Burza jednak sprawiła więcej problemów i, jak się okazało, strażacy pośpiesznie odjechali. Zabrali ze sobą psa.
- "Gdzie ja jestem? Gdzie Hagen i reszta sfory?" - Doris topiła się w myślach.
Leżała na czymś twardym i niewygodnym. Kiedy spróbowała się ruszyć poczuła ogromny ból, pisnęła i położyła ponownie łeb. Nad nią zabłysnęło ostre światło, przypominało jej to błyskawicę, ale nie gasło. Pochylała się nad nią kobieta w jasnozielonym fartuchu i gumowych rękawiczkach. Delikatnie dotknęła psa, wzięła do ręki strzykawkę, na której końcu pyszniła się długa igła. Wbiła ją w skórę zwierzęcia. Suczka zawyła, ale po chwili leżała w odrętwieniu. Nie czuła zupełnie nic, ból minął, ale nadal leżała bez możliwości podniesienia się. Kobieta mówiła do niej uspokajająco, pogładziła ją po grzbiecie. Ale Doris nie chciała tam leżeć, chciała wrócić do sfory. Myśli kłębiły się jak chmury dymu. Czy jeszcze kiedyś zobaczy swoich przyjaciół? A może to już koniec? Co się z nią stanie? Co zrobi jej ta kobieta? - pytań było wiele, odpowiedzi mało. Kobieta dotknęła ostrożnie tylnych łap suczki. Sierść wokół nich była wręcz wypalona, na skórze miała drobne poparzenia, jednak kobieta; weterynarz niczego innego nie stwierdziła. Podcięła spaloną sierść i posmarowała oparzenia maścią. Doris nie protestowała, wiedziała, że pragnie jej pomóc. Inny temat, czy ona tej pomocy chce.
Następnego dnia suczka leżała na wygodnym i miękkim legowisku. Ból co prawda powrócił, jednak widziała przed sobą miskę z wodą oraz suchą karmą. Była wycieńczona nocnymi zdarzeniami, które ledwo co zapamiętała. Wyciągnęła szyję, aby napić się wody, miała zupełnie wysuszone gardło. Głód również się w niej odzywał, ale nie miała ochoty ani siły wstać, aby zjeść nasypanych do metalowej miski chrupek. Po chwili zorientowała się, że jest w domu na działce pana Mircrovic. Z niskiego okna tarasu spoglądała na nią Hagen i inne psy. Wyglądali na zatroskanych, jednak drzwi były zamknięte i nijak nie mogli wejść, a ona wyjść. Jej ciało nadal było lekko sztywne. Opadła na posłanie i leżała z przymkniętymi oczyma.
Na zewnątrz toczyła się długa dyskusja.
- Ona może tam leżeć masę czasu, albo lepiej - przez cały czas - wtrącił wreszcie Venek.
- Przecież i tak tu zostaniemy, nie zostawimy jej! - Hagen uparcie trzymała się swojej wersji.
- Owszem, zostaniemy, ale nie wiemy na jak długo - Mieszko zakończył spór. - Nie pozostaje nam nic innego jak czekać i się o tym przekonać.
- Przekonać się o czym? - Łajka podeszła do zgromadzenia.
Wszyscy milczeli, nikt nie wiedział jak ułożyć w całość ich bezsensowną rozmowę. Wreszcie odważny Inferno bąknął coś o zażartej dyskusji. Łajka obeszła się bez szczegółów, bo spór był faktycznie bezcelowy.
- Czas pokaże - zakończył oficjalnie Mieszko - a teraz proszę o chwilę ciszy i zajęcie się sprawami naprawdę ważnymi.
Powietrze wciąż było ciężkie po wczorajszej burzy. Pan Mircovic wrócił zza domu z naręczem świeżej trawy dla koni oraz przyrządami do cięcia drzew. Wszyscy spojrzeli na poszkodowaną jabłoń. Pod jej korzeniami leżały spieczone, a właściwie spalone jabłka. Drzewo, a raczej jego konar i pozostałości po gałęziach, które były rozrzucone pod drzewem wyglądało przerażająco. Zapadła cisza. Każdy przypomniał sobie wydarzenia poprzedniej nocy. Mimo, że były one banalne i często spotykane, wśród psów wzbudziły wielką grozę. W końcu każdy rozszedł się w swoją stronę, wracając do swoich zajęć. Ich kolejna przykra przygoda w Rosji dobiegła końca. Ile jeszcze miało ich być?
Świetny opis burzy oraz zachowania psiaków podczas tego zjawiska - przez chwilę naprawdę, wraz z bohaterami, poczułam grozę nadchodzącej wichury! Akcja z płonącym konarem również posiada dobrze utrzymaną dynamikę. Tekst zdaje się nie posiadać żadnych większych błędów. Uczepiłabym się tylko tego kawałka: "Pod jej korzeniami leżały spieczone, a właściwie spalone jabłka. Drzewo, a raczej jego konar i pozostałości po gałęziach (...)". Sądzę, że w jednym zdaniu można by usunąć początkową niepewność i od razu stwierdzić spalenie jabłek, bądź zrujnowanie drzewa. Taka drobna moja uwaga. :)
OdpowiedzUsuń~ Profesor Kotełek.
Też o tym myślałam, ale nie potrafię takich zdań nie robić - raczejraczejraczejwłaściwieamożeraczejewentualniezdawałobyciemożemożearaczej. :V
UsuńDziękuje za konstruktywną krytykę, czasem po prostu nie patrzę co piszę i jedno zdanie jest odzwierciedleniem drugiego. :P Zamiast na wyrazy będę pilnować zdań.
Zresztą pisanie z telefonu też nie popłaca. XD
UsuńZamiast wyrazów^.